B2B czy ukryty etat? Nazwa umowy nie przesądza o charakterze zatrudnienia. Orzecznictwo SN

B2B czy ukryty etat? Nazwa umowy nie przesądza o charakterze zatrudnienia. Orzecznictwo SN

Czy osoba, która prowadzi jednoosobową działalność gospodarczą, wystawia faktury i podpisała umowę o świadczenie usług, może w rzeczywistości pozostawać w stosunku pracy?

Tak – jeżeli sposób wykonywania przez nią pracy odpowiada warunkom charakterystycznym dla zatrudnienia pracowniczego.

Bardzo dobrze pokazuje to wyrok Sądu Najwyższego z 6 grudnia 2022 r., sygn. akt III PSKP 18/22. Sprawa dotyczyła ratownika medycznego, który formalnie świadczył usługi w ramach własnej działalności gospodarczej. Sądy uznały jednak, że rzeczywisty sposób wykonywania przez niego obowiązków wskazywał na stosunek pracy. Sąd Najwyższy podzielił tę ocenę i oddalił skargę kasacyjną stacji pogotowia.

Z etatu na działalność gospodarczą, ale praca pozostała taka sama

Ratownik medyczny R.B. był wcześniej zatrudniony w stacji pogotowia na podstawie umów o pracę na czas określony. Po zakończeniu kolejnej umowy sytuacja się zmieniła. Stacja pogotowia z przyczyn ekonomicznych nie zawierała kolejnych umów o pracę z ratownikami, którym kończyły się umowy terminowe. Chcąc nadal wykonywać tę pracę, ratownik musiał przystąpić do konkursu i zawrzeć umowę cywilnoprawną. Warunkiem współpracy było m.in. zarejestrowanie działalności gospodarczej oraz zawarcie ubezpieczenia OC.

Formalnie sytuacja wyglądała więc zupełnie inaczej niż wcześniej. Ratownik nie był już pracownikiem – występował jako przedsiębiorca świadczący usługi medyczne. Tyle że w praktyce jego praca właściwie się nie zmieniła. Po przejściu na działalność gospodarczą nadal wykonywał obowiązki ratownika medycznego w zespołach ratownictwa i transportu sanitarnego. Wykonywał tę samą pracę, w tym samym miejscu i korzystał ze sprzętu należącego do stacji pogotowia. Jego działalność gospodarcza ograniczała się przy tym zasadniczo do świadczenia dyżurów na rzecz tego podmiotu.

I właśnie ta różnica pomiędzy formalnym kształtem umowy a rzeczywistym sposobem wykonywania pracy stała się osią całej sprawy.

Pierwszy sąd uznał: strony świadomie wybrały umowę cywilnoprawną

Co ciekawe, sprawa nie była od początku oczywista. Sąd Rejonowy oddalił żądanie ustalenia istnienia stosunku pracy. Zwrócił uwagę m.in. na to, że ratownik świadomie rozpoczął działalność gospodarczą, przystąpił do konkursu i zawarł umowę o świadczenie usług. W samej umowie wskazano również jednoznacznie, że jej zawarcie nie prowadzi do powstania stosunku pracy. Ratownik wystawiał faktury, nie miał prawa do urlopu wypoczynkowego ani wynagrodzenia za czas choroby. Zdaniem sądu pierwszej instancji znaczenie miała także wola stron oraz zasada swobody umów.

Innymi słowy: skoro strony zawarły umowę cywilnoprawną, wiedziały, jakie będą jej skutki, a ratownik prowadził działalność gospodarczą, sąd pierwszej instancji nie znalazł podstaw do uznania go za pracownika.

Sąd drugiej instancji spojrzał nie na umowę, ale na rzeczywistość

Inaczej sprawę ocenił Sąd Okręgowy. Kluczowe okazało się porównanie tego, jak ratownik pracował przed przejściem na działalność gospodarczą i jak wyglądała jego praca po zawarciu umowy cywilnoprawnej.

Różnica była przede wszystkim formalna. Zakres wykonywanych czynności w praktyce się nie zmienił. Ratownik wykonywał taką samą pracę, w takich samych warunkach, w tym samym miejscu i przy wykorzystaniu sprzętu należącego do stacji pogotowia. Jego praca była również wykonywana w podobny sposób jak praca ratowników zatrudnionych na podstawie umów o pracę.

Znaczenie miała także organizacja dyżurów. Harmonogram nie był całkowicie swobodnie ustalany przez ratownika – był koordynowany w ramach organizacji stacji pogotowia. Podczas wykonywania obowiązków ratownik pozostawał również podporządkowany osobom kierującym pracą zespołu i dyspozytorowi.

Sąd Okręgowy uznał więc, że rzeczywiste cechy tej relacji wskazują na zatrudnienie pracownicze i ustalił istnienie stosunku pracy.

Co na to Sąd Najwyższy?

Stacja pogotowia wniosła skargę kasacyjną. Argumentowała m.in., że ratownik był przedsiębiorcą, świadomie zgodził się na taką formę współpracy, a praca ratownika medycznego ze swojej natury wymaga funkcjonowania w określonej strukturze organizacyjnej. Sam fakt podlegania dyspozytorowi czy współpracy z zespołem nie powinien więc automatycznie oznaczać podporządkowania pracowniczego.

Sąd Najwyższy nie podzielił tych argumentów i oddalił skargę kasacyjną. W uzasadnieniu SN skoncentrował się na art. 22 § 1, § 1¹ i § 1² Kodeksu pracy. I właśnie tutaj znajduje się najważniejszy wniosek z całego orzeczenia.

Nie pytamy przede wszystkim: „co strony podpisały?”, ale: „jak naprawdę wykonywana jest praca?”

Sąd Najwyższy wyraźnie wskazał, że przy ustalaniu, czy mamy do czynienia ze stosunkiem pracy, decydujące znaczenie mają faktyczne warunki wykonywania pracy. Art. 22 § 1¹ k.p. stanowi bowiem, że zatrudnienie w warunkach właściwych dla stosunku pracy jest zatrudnieniem na podstawie stosunku pracy bez względu na nazwę zawartej umowy. Zdaniem SN regulacja ta powoduje przesunięcie punktu ciężkości. Nie wystarczy zbadać, jak strony zatytułowały umowę i jakie zapisy w niej zawarły. Trzeba przede wszystkim sprawdzić, jak współpraca wyglądała w rzeczywistości. Jeżeli dominują w niej cechy wskazane w art. 22 § 1 k.p. – a więc wykonywanie za wynagrodzeniem pracy określonego rodzaju na rzecz zatrudniającego, pod jego kierownictwem oraz w wyznaczonym miejscu i czasie – relacja może zostać uznana za stosunek pracy niezależnie od tego, czy dokument został nazwany umową o świadczenie usług, kontraktem czy umową B2B.

SN podkreślił przy tym, że oceny dokonuje się metodą typologiczną. Oznacza to, że nie szuka się jednej cechy, która przesądza wszystko, lecz analizuje się całą relację i ustala, jakie elementy w niej przeważają.

Chcesz dowiedzieć się więcej?

Kliknij grafikę poniżej i poznaj program szkolenia: Obowiązek aktualizacji dokumentacji oraz nowe obowiązki działów kadr w 2027 r. – jawność wynagrodzeń, mobbing, nowe uprawnienia PIP i zmiany w regulaminach pracy i wynagradzania

Podporządkowanie przesądziło o ocenie współpracy

Szczególne znaczenie w tej sprawie miało podporządkowanie. Ratownik pracował w zespole. Nie mógł samodzielnie zdecydować, dokąd pojedzie i jakie zadanie będzie realizował. Pozostawał w dyspozycji organizacji pogotowia, dyspozytora oraz osoby kierującej zespołem ratunkowym.

Sąd Najwyższy zwrócił uwagę, że bieżąca dyspozycyjność wobec poleceń osoby koordynującej wykonywanie czynności jest charakterystyczna dla podporządkowania pracowniczego. Nie chodziło więc wyłącznie o to, że ratownik – z uwagi na specyfikę zawodu – musiał współpracować z innymi osobami.

Znaczenie miał całokształt okoliczności: sposób organizowania pracy, brak pełnej samodzielności, wykonywanie poleceń w toku pracy, korzystanie ze sprzętu zatrudniającego oraz fakt, że główne ryzyko związane z działalnością spoczywało na stacji pogotowia.

A co z działalnością gospodarczą, fakturami i OC?

To jeden z najciekawszych elementów tego wyroku. Ratownik był zarejestrowanym przedsiębiorcą. Wystawiał faktury. Musiał posiadać ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej. Na pierwszy rzut oka są to elementy typowe dla relacji B2B. Sąd Najwyższy uznał jednak, że nie mogą one przesądzać o charakterze zatrudnienia, jeżeli rzeczywisty sposób wykonywania pracy odpowiada stosunkowi pracy.

Co więcej, w odniesieniu do obowiązku posiadania OC SN zauważył, że jego wprowadzenie mogło służyć nadaniu umowie zewnętrznych cech charakterystycznych dla cywilnoprawnego kontraktu o świadczenie usług, podczas gdy faktyczny sposób wykonywania obowiązków wskazywał na coś innego.

Podobnie oceniono wystawianie faktur. Było ono konsekwencją przyjęcia cywilnoprawnej konstrukcji współpracy, ale samo w sobie nie mogło przesądzić o jej rzeczywistym charakterze.

Wola stron też nie zawsze rozstrzyga

Stacja pogotowia wskazywała również, że strony świadomie zdecydowały się na współpracę cywilnoprawną. SN uznał jednak, że jeżeli sposób wykonywania umowy wskazuje na reżim pracowniczy, o jej kwalifikacji nie może rozstrzygać zgodny zamiar stron wyrażony w nazwie i zapisach kontraktu.

W tej sprawie dodatkowo istotne było to, że możliwość wyboru ratownika była w praktyce ograniczona. Jeżeli chciał dalej świadczyć pracę na rzecz stacji pogotowia, musiał prowadzić działalność gospodarczą i zawrzeć kontrakt cywilnoprawny. Dlatego sam fakt podpisania umowy nie oznaczał jeszcze, że jej formalna konstrukcja odpowiadała rzeczywistemu charakterowi wykonywanej pracy.

Co ten wyrok mówi nam o B2B?

Ten wyrok nie oznacza oczywiście, że każda współpraca B2B jest w rzeczywistości ukrytym etatem. Pokazuje jednak bardzo wyraźnie, że samo „opakowanie” relacji w działalność gospodarczą nie wystarczy. Można założyć JDG. Można podpisać rozbudowany kontrakt B2B. Można wystawiać faktury i opłacać składki jak przedsiębiorca. Można wpisać do umowy postanowienie, że strony nie zamierzają tworzyć stosunku pracy.

Jeżeli jednak po zdjęciu tej formalnej warstwy okaże się, że osoba:

  • wykonuje osobiście pracę w strukturze drugiej strony,
  • pozostaje pod jej bieżącym kierownictwem,
  • musi pozostawać do jej dyspozycji,
  • wykonuje zadania w miejscu i czasie organizowanym przez zatrudniającego,
  • nie posiada typowej dla przedsiębiorcy samodzielności,
  • a po przejściu z etatu na B2B wykonuje dokładnie tę samą pracę w praktycznie takich samych warunkach,

to pojawia się realne ryzyko, że taka relacja zostanie uznana za stosunek pracy.

I dokładnie to wydarzyło się w sprawie rozpoznanej przez Sąd Najwyższy.

Największym ryzykiem jest „etat, w którym zmieniono tylko fakturę”

Wyrok III PSKP 18/22 jest szczególnie ważny dla pracodawców, którzy proponują przejście z umowy o pracę na B2B. Jeżeli po zmianie podstawy współpracy nic poza dokumentami i sposobem rozliczenia się nie zmienia, powinno to być sygnałem ostrzegawczym. Ratownik z omawianej sprawy przed rozpoczęciem działalności wykonywał określoną pracę jako pracownik. Następnie założył firmę, zaczął wystawiać faktury i formalnie stał się przedsiębiorcą, ale nadal wykonywał w zasadzie tę samą pracę w tej samej organizacji. To pokazuje, że przy konstruowaniu współpracy B2B nie można zaczynać i kończyć analizy na treści kontraktu.

Trzeba zadać znacznie ważniejsze pytanie:

czy sposób współpracy rzeczywiście odpowiada relacji dwóch niezależnych przedsiębiorców?

Jeżeli odpowiedź brzmi „nie”, nazwanie umowy „B2B” nie rozwiązuje problemu.

Sedno stanowiska Sądu Najwyższego można więc sprowadzić do jednej zasady: o charakterze zatrudnienia nie decyduje to, co strony napisały na pierwszej stronie umowy, ale to, jak ich współpraca wygląda każdego dnia.

Źródło: wyrok Sądu Najwyższego z 6 grudnia 2022 r., III PSKP 18/22.

Chcesz dowiedzieć się więcej?

Kliknij grafikę poniżej i poznaj program szkolenia: Obowiązek aktualizacji dokumentacji oraz nowe obowiązki działów kadr w 2027 r. – jawność wynagrodzeń, mobbing, nowe uprawnienia PIP i zmiany w regulaminach pracy i wynagradzania

Agnieszka Pietrzak
Agnieszka Pietrzak

Ekspert Verte

Inspektor ds. kadr i płac, ukończone studia w zakresie administracji publicznej. Autorka tekstów branżowych dla znanych redakcji kadrowo-płacowych. Aktywnie działający Członek Stowarzyszenia Specjalistów Kadr i Płac. Znana w social mediach jako Mobilna Kadrowa, z pasją przekazuje wiedzę pracownikom i pracodawcom.